Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warto rozmawiać. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warto rozmawiać. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 kwietnia 2015

Także życzeniowo

Witajcie,

Wybaczcie niejaką przerwę w życiu Wyspy, jednak narysował mi się całkiem konkretny powód. Znalazlam się na ostrym zakręcie swego życia i właściwie częściowo na walizkach szykuję skromne Święta.
W marcu minęły dwa lata istnienia Kosmetycznej Wyspy i tak, jak obiecałam będziemy świętować, tylko potrzebuję jakoś logistycznie się ogarnąć;). Proszę Was o cierpliwość. Podobnie ma się sprawa z Green Boxem, bo chcecie drugą edycję prawda?
W zawiązku z tym niespodziewanym zamieszaniem, narobiło mi się trochę zaległości. Jednak nie będę szaleć, a w miarę możliwośći uzupełniać ze spokojem. Postaram się też do Was zaglądać, bo nie ukrywam, że mi tęskno:).

Ślę także ogromne podziękowania Anuli - kochana zawsze masz niesamowite wyczucie czasu i pięknymi słowy potrafisz mnie w odpowiednim momencie podnieść na duchu:). Dziękuję za tyle serca i swoje ślę do Cię - Ty wiesz... A takie to cuda wpadły mi niedawno w ręce...


dziękuję:*



Zostawiam Wam również życzenia, wszystkiego dobrego na nadchodzące Święta Wielkanocne. Oby zdrowie dopisywało, to reszta się zawsze jakoś ułoży:). Smacznych jajek i mokrych dyngusów...


 zdjęcie z sieci



pozdrawiam

wtorek, 10 marca 2015

Spotkanie blogerek │ Londyn 2015

Witajcie,

"Nigdy nie rezygnuj z marzeń... To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące... I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu... cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie."
Paulo Coelho

Zapewne już się domyślacie;). Od kiedy zaczęłam pisać kosmetycznego bloga, nieco nauczyłam się poruszać w "Inetrnetach", poznawać ludzi - różnych. Zapragnęłam też weryfikować swoje wyobrażenia o Was w realu. Być może częściowy wpływ na te zapędy ma życie na emigracji. Tak czy owak, kiedy zorientowałam się czym są "spotkania blogerek" pragnęłam na takowe trafić. Hurtem miałabym przed sobą osoby, z którymi wymieniamy myśli on-line. Możliwość spotkania przedstawicieli firm ulubionych, czy znanych bądź nie kosmetyków, tudzież upominki. I nie będę ściemniać, że mnie nie cieszą, bo tak nie jest - z tą różnicą, że mnie radują przede wszystkim te naturalne;).
Tak właśnie zrodziło się moje marzenie. A skoro bardzo trudno zgrać się z odległością i terminami w Pl, postanowiłam zrealizować je  "własnoręcznie" - bo czym jest życie bez spełniania marzeń?

Plany rozpoczęłam dobre pół roku przed terminem spotkania, który upłynął 21 lutego 2015... Jednak nie wszystkie doszły do skutku. Mimo stresu przed spotkaniem, podyktowanego zawalonymi założeniami, udało się - myślę, że śmiało mogę napisać - osiągnąć SUKCES.
Bo nic nie mogło sprawić mi większej radości, jak uśmiech i zadowolenie emanujące z uczestniczek naszego mitingu... Rany powstałe od "niewypałów", zostały zagojone właściwie w 5 minut po rozpoczęciu spotkania. Kameralne grono uczestniczek, w osobach...

Kasi - klik i klik
Ani- klik
Natalii - klik
Zuzanny - klik
Karoliny - klik
Moniki- klik
i mojej;)

pozwoliło nam na bliskość w kontakcie. Wspólnie stworzyłyśmy przyjazną, ciepłą - ale w żadnym razie nie nudną - atmosferę. Tyle chciałyśmy sobie powiedzieć, dowiedzieć się od siebie, wymienić poglądami o tym i owym, ale czas był nieubłagany;). Spotkanie minęło niczym błysk, ale to niezapomniane dla mnie chwile.
Natalia uprzyjemniła nam wspólne spędzanie czasu, szczerą opowieścią o kulisach YouTube z pespektywy swojego kanału - Baby Jane Hudson.
Natomiast Kasia, jako Sponsor, obdarowała nas własnoręcznie produkowanymi mydłami i zapachami. Mydełka wyglądają zachwycająco, a pachną jeszcze piękniej. Zapachy zaskakują trwałością i nietuzinkowością - te cuda znajdziecie na blogu Kate Wo.
Pani Hania z Femi, także poświęciła nam swój czas [połączyłyśmy się na Skype;)] i okazała się nie tyle piękną kobietą, ale posiadającą ogromną wiedzę, wiele ciepła i sympatii, a także serdeczności, którymi nas skutecznie zaraziła - serdecznie dziękuję. Byłam przekonana, że jest Pani wyjątkową osobą, tak jak produkty, które Pani dla nas tworzy. Wiedzieliście, że Woda Różana z Femi, nadaje się do spożywania? - ha, jak tylko wyszperam dobry przepis będę testować:D...

Nasze spotkanie uatrakcyjnili również Sponsorzy, obdarowując upominkami, w tej roli, choć skromnie, wystąpił także mój sklep EcoEuphoria...





I takie cuda wypełniły komodę...




Mamy też cichych bohaterów spotkania - dwóch Łukaszy - którzy dyskretnie na nas zerkali, także przez obiektywy swoich aparatów. W przerwach między gaworzeniem o wspólnych zainteresowaniach, utrwalili nasze wspomnienia - dzięki chłopaki:). Był też mój syn, który naprawdę dzielnie się spisał i zajęty graniem, prawie ani pisnął...

Kończąc już, serdecznie dziękuję dziewczyny za niesamowicie spędzony czas, za Wasz uśmiech, dobre słowo i zaangażowanie. Chętnie będę pielęgnować naszą znajomość. A Sponsorom za pachnące podarunki - będziemy zapewne o Was pamiętać:)...


:-*


A jakie są Wasze marzenia? - pytam o te związane z naszymi blogami;)

pozdrawiam

sobota, 7 marca 2015

Tyle słońca w jednym geście - w sumie w dwóch ♥♥

Witajcie,

Jak Wam mija weekend? Nie będę owijać w bawełnę i rzeknę od razu, że mój dawno tak pięknie się nie rozpoczął:) A to za sprawą dwóch niesamowitych osób, które swoimi byczymi gestami, sprawiły mi nie tylko ogrom radości, ale także wywołały nieco zakłopotania.
Na dziś planowałam inny post, ale się rozkleiłam i popadłam w sentymentalny nastrój:P - każdemu się czasem zdarza, prawda?
Wczoraj listonosz zaskoczył  mnie przesyłką od Klusi z Life like a butterfly - klik... Pokazywałam Wam na Instagramie...



Kiedy Daria dowiedziała się, że jedyne herbaty, jakie lubię pochodzą z polskiej "biedrony" od razu zaoferowała porządaną dostawę:D. Nie spodziewałam się tylu sztuk dobroci, naprawdę wystarczy, by przetrwać do wyczekiwanej wiosny:)... Korzystając z okazji, się zamaskuję i przy aromacie YC delektować się będę nowymi smakami - bo znam tylko herbatę śliwkową...
Niestety słodycz do herbaty już zdążyło pożreć me dziecię, ale owszem i o tym kochana nie zapomniałaś. Dziękuję również za ciepłe słowa - oj, zapewne rozsmakowując się w kolejnych naparach, będę gorąco o Tobie myśleć;)...
Ślę ogromne buziaki :*:*:*


Pełna pozytywnych emocji, sobotni ranek rozpoczęłam penetracją fejsa, a tu znowu dzwonek listonosza i szok na widok wielkiej paki. Agnieszka - klik, jesteś niemożliwa po prostu! Taka niespodzianka, że otwierając przesyłkę i sięgając po kolejne cuda, szerzej rozwierałam otwór gębowy:D. Aż uczucia radości i ciepła zaczęły się przeplatać z zażenowaniem, i nie wiem za bardzo co powiedzieć... Do kubka z automatu przelałam akurat sączoną kawę - no nie mogłam się oprzeć:P...
Z przyjemnością posmakuję tych eco cudów, jak i herbatki od Darii będą jeszcze lepiej smakować :)...
Tyle dobroci i micel z Sylveco - wiesz na co miałam chrapkę - to jest tym bardziej miłe...



Ogromnie dziękuję, również za świąteczny akcent, za ciepło Twych słów i w ogóle:)
:*:*:*


Obie jesteście kochanymi duszami i sprawiłyście, że poczułam się bardzo przyjemnie. Wszystkim życzę tyle szczęścia i radości, każdego dnia:)...


Znacie coś z moich podarków?
Dajcie proszę znać w komentarzach...

pozdrawiam


wtorek, 24 lutego 2015

Professional Beauty London 2015 │ Natural & Organic Beauty Show

Witajcie,

Dopiero się zebrałam po niesamowicie intensywnym tygodniu i weekendzie, pełnym pozytywnych wrażeń i emocji. Zapowiadane na sobotę Spotkanie Blogerk udało się fantastycznie :) - ale o tym jeszcze sza... Przyjdzie czas na opowieści i zdjęcia...
Tymczasem w niedzielę i w poniedziałek w Londynie, odbyły się targi Professional Beauty London, w ramach których wystawiały się również naturalne marki - Natural & Organic Beauty Show. I dziś mała relacja z tego cudownego miejsca. Jeśli macie na nią ochotę, zapraszam...




Po raz pierwszy brałam udział w podobnej imprezie i oczywiście od początku beznadziejnie się do niej przygotowałam. Konkretnie mam na myśli buty;). Wzięłam obcasy i zupełnie nie pomyślałam, by chwycić cośkolwiek na zmianę, chodźby do chodzenia, którego było co nie miara. Skutek oczywisty, do dziś czuję stopy;).
Natomiast same targi, odbywające się na ExCelu, to ogromny pokaz różnorakich marek kosmetycznych, nie tylko eko. Wśród tradycyjnych brandów, znalazło się wiele perełek, m.in. Clarins, Dermalogica, Opi, Benefit, Orly, Mavala, St.Tropez... i mnogo innych znanych mi i nie znanych. Jednak mnie oczywiście kręciły te na zielonym dywanie;) - czyli naturalne. Patrząc na proporcje w stosunku do całych targów, była to nieliczna gromadka, ale i tak bardzo, bardzo duża. Większość pierwszy raz na oczy widziałam, ale nie zabrakło Lily Lolo, a nawet polskiego akcentu, o czym za chwilę...




Spośród kosmetyków, które miałam okazję poznać, mą uwagę przykuło kilka firm, np. Cuccio, Ava Natura z Turcji, Purity Herbs z Islandii...


 Cuccio


Oczywiście nie tylko, ale te szczególnie mi utkwiły w pamięci... Eldorado dla wielbicieli rytuału hammam - Hammam Ritual. Także oleje prosto z Maroka - Maroc Etre i naprawdę wiele innych.
Wspominałam o polskim akcencie:)... Stoisko sporych rozmarów miała nasza rodzima marka Organique. Przyznaję, że była dla mnie miłym zaskoczeniem, gdyż nie widziałam na liście - wpadła do sekcji Spa & Wellness - i w sumie słusznie, bo nie wszystkie produkty w ofercie są naturalne. Jednak przyjemnie było pogawędzić i nacieszyć oczy...




Kilka kramów prezentowało się szczególnie i choć nie można było robić fotek, parę kadrów udało się złapać za pozwoleniem...


Decleor







Jeden dzień, jaki spędziłam na targach nie  wystarczył oczywista, by choć przejść całość, nie mówiąc o bliższym zapoznaniu się z nowinkami. Dlatego swą uwagę skupiłam na eco kosmetykach. Nie sposób także, opuścić takie targi z pustymi rękoma i parę produktów wpadło do koszyka...


Propolia |(tonik), Song Bird Naturals (wosk do masażu i balsam do ust), Organique for men, Avril (micel i odżywka do włosów), Ardell (me ulubione rzęsy), Benecos (korektor i kredka do ust), Primavera (krem na wypryski), Absolute Aroma (hydrolat rumiankowy)



Coolherbals (emulsja ujędrniająca), Victoria&K (olej do ciała i włosów), Purity Herbs (balsam do ust i 2x krem do twarzy)



Lubicie takie imprezy?
Jestem też ciekawa, czy znacie coś z wymienionych marek?
- poza Organique i Lily Lolo:P

pozdrawiam

czwartek, 15 stycznia 2015

Nieco prywaty │ Liebster Blog Award

Witajcie,

Jeśli czytacie mnie dłużej, wiecie, że nie jestem fanką odpowiadania na pytania w tego typu zabawach;). Napisałam raz 50 faktów o mnie - klik i uznałam, że to wystarczy:P. Ale jak to w życiu bywa są wyjątki, stanowiące potwierdzenie zasad.
Weronika skłoniła mnie nie tylko interesującymi pytaniami, ale całą sobą. I właściwie nawet się dobrze bawiłam, udzielając na nie odpowiedzi - za co także dziękuję:D...




  1. Co zabrałabyś na bezludną wyspę?
    Komórkę z ładowarką unplugged... przynajmniej mogłabym być on-line - czekając na pomoc:P
  2. Jaka jest Twoja pierwsza myśl po przebudzeniu?
    Jutro kładę się wcześniej spać;) 
  3. Jakie jest Twoje marzenie?
    Mam ich wiele, po zrealizowaniu jednego sięgam po kolejne... czasem jedne zamieniam na inne... jednak chyba takie naj naj, niezmienne: podróże małe i duże, zdrowia do końca swych dni, aby moje dziecko/dzieci potrafiły być szcześliwe w życiu (mądrze szczęśliwe) i by odejść z czystym sumieniem z tej Ziemi, pozostawiajac po sobie dobre wspomnienia... a to naprawdę jest trudne, bo należę do niegrzecznych, wymagam i miewam fochy:P
  4. Co lub kto Cię inspiruje?
    Zależy do czego: np. do tańca dobra muzyka... do myślenia dobry tekst... do tworzenia, ciekawe zdjęcia... - czasami wszystko się miksuje i inpiracja bierze  się zewsząd;)
  5. Co sprawia, że jesteś szczęśliwa?
    Czas temu doszłam do tego, że poczucie szczęścia można wypracować w sobie... co ciekawe reszta przychodzi (prawie) sama;) - czynniki zewnętrze wtedy nieznacznie wpływają... oczywiście nie mówię o ekstremalnych zdarzeniach...
  6. Co Cię rozczarowuje?
    Bywa, że sama się rozczorowuję;), ale też niedoszłe spotkania, czy niespełnione nadzieje...
  7. Jaki zapach wprowadza Cię w dobry nastrój?
    Uwodzidzielski, acz nie mdły, pozytywnie odzdziałujący na moje zmysły...
  8. Jakie są Twoje sekrety urodowe?
    Jeśli za takowy uznać zakładanie wysokich butów w celu wysmuklenia się, to chyba tylko to...
  9. Co postanowiłaś osiągnąć w tym roku?
    Wiele tego jest...:P ale, przede wszystkim rozbujać sklep - klik... rozwijać się... wypracować mnogo cierpliwości... nie przejmować się każdą duperelą... szybciej przyswajać angielski... Więcej bajek obejrzeć wspólnie z młodym... Spotkać, jak najwięcej ciekawych ludzi... regularnie ćwiczyć, rozkochać to w sobie - także by schudnąć... Dopiąć spoktkanie blogerek do granic możliwości - klik...
  10. Czy gdybyś mogła cofnąć czas, to co byś zmieniła?
    Jak nabroję, to myślę że bym to czy tamto cofnęła... ale suma summarum, błędy czegoś mnie uczą... bez nich nie byłabym tym, kim jestem...
  11. Jak widzisz siebie za 20 lat?
    Internetowa (i nie tylko) babcia Patrycja Pieguska?:P


Nominację do Liebster Blog Award otrzymujemy od innego blogera za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu nagrody, odpowiadamy na 11 pytań otrzymanych od osoby, która nas nominowała. Następnie typujemy 11 osób, którym zadajemy 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował - nie typuję, nie wymyślam nowych, bo te są wystarczająco dobre:).



Chętnie poznam Wasze odpowiedzi
- nawet w Komentarzach...

pozdrawiam


wtorek, 23 grudnia 2014

Spokojnych...

Witajcie,

Dziękuję Wam za słowa wsparcia i otuchy... Tymczasem chciałabym życzyć wszystkim: spokojnych, zdrowych, smacznych, a co najważniejsze, spędzonych w rodzinnej, ciepłej atmosferze - zbliżających się wielkimi krokami - Świąt Bożego Narodzenia...


* design i elementy moje z zestawu "Christmas Joy",
 a ten mały aniołek to nasz synal - sprzed kilku lat;) *



Ps. Mam nadzieję, że do niektórych z Was kartki dotarły. Dziękuję  również za Wasze życzenia... Pewnie po Świętach powoli zacznę nadrabiać wpisy na blogach...


pozdrawiam



środa, 17 grudnia 2014

Niekosmetyczny bilans minionego roku

Witajcie,

Nie pomyliłam czasów w tytule, po prostu dla mnie ten rok jest skończony. I niech jak najszybciej zniknie z kalendarza.
Jeśli ktoś oczekuje sympatycznego wpisu, niestety nie tym razem. Twardo i na zimno. Ku zebraniu w całość, zdystansowaniu, wyjaśnieniu kwestii nieobecności, wreszcie przyhamowaniu publikacji notek... etc..






Nie by zaraz z dniem 01 stycznia 2014 zaczęło się beznadziejnie. Raczej "im dalej w las, tym więcej drzew". Choć pierwsze miesiące tego roku uświadomiły mi, że:

  • mój sklep digital scrapbookingowy ginie marnie w otchłani Internetu, ale dla równowagi pojawił się pomysł otwarcia sklepu z kosmetykami naturalnymi,

Kolejne miesiące nie były złe:

  • wizyta w kraju,
  • Kosmetyczna Wyspa, która zdaje się być moim małym sukcesem - choć teraz to sama nie wiem... jednak to tutaj poznałam wspaniałe osoby, których nie spodziewałam się już w życiu, nowe, ciekawe współprace...

I nadal mijały stosunkowo spokojnie, aż do czerwca...

  • kiedy kobieta zdecydowanie wynurzyła się mężowi autem "z krzaków" rosnących przed wyjazdem z jej domu i zasłaniających obu cały widok, stanowiąc przeszkodę na jego ścieżce rowerowej. Gwałtowne hamowanie poskutkowało efektownym lotem z lądowaniem na lewej ręce - skutek: złamany nadgarstek,
  • operacja - na szczęście się powiodła, ale rezultaty zajścia mąż odczuwa do dziś,
  • konsekwencje finansowe, bo w UK, jak jesteś na zwolnieniu otrzymujesz ok. £100 z urzędu, a nie 80% pensji (głownie dotyczy firm prywatnych)  - siłą rzeczy skutki do dziś,
  • wreszcie fantastyczna i kolorowa walka - dosłownie, z firmą, która ma pozyskać odszkodowanie dla męża... Jestem pełna podziwu dla osób, które swoją pracę "odpierdalają" po prostu. Nierzetelność, opieszałość, wreszcie moim zdaniem zwykła ludzka nieżyczliwość, złośliwość, czy chamstwo - już sama nie wiem, jak to określić... W szczegóły nie będę się wdawać, ale od lipca kosztuje mnie to masę nerwów, nie skutkują prośby, groźby - a są Instytucją, która z założenia ma pomagać i oczywiście odpłatnie... lol

Mijają lipiec, koniec sierpnia...

  • kolejna wizyta w Pl, która miała być wspólnym wypoczynkiem, ale to jeszcze był czas rehabilitacji męża po wypadku i operacji, więc został w domu...


Jako, że wakacje mieliśmy żadne, postanowiłam zorganizować nam choć kilka dni wypoczynku. I szczerze to też nie przyszło, jak pstryknięcie różdżki wróżki, tylko po prostu się wystarałam. Uznałam, że mężowi się także należy wypoczynek i dobrze zrobi nam wszystkim. A czas przed wyjazdem rozpoczęliśmy intensywne prace nad nowym sklepem...

  • praca nad sklepem,
  • 9 dni na Majorce,
  • po powrocie niesamowite przeżycie - przesyłka, przede wszystkim z milionem serc od 5 wspaniałych dziewczyn - klik,

Oczywiście udany wypoczynek dał nam potężnego kopa do dalszej pracy i nadzieję, że wszystko się szybko rozwiąże i ułoży. Ale po co w sumie?

  • zatem jedziemy dalej i przyjmujemy miażdżące, czarne wieści od przyjaciół i rodziny z Pl - nawet gdzieś wspominałam, że czuję się jak "w oku cyklonu"... jeszcze była moc nabrana na wczasach, która wkrótce po gwałtownym sprowadzeniu na ziemię, błyskawicznie z nas uchodziła...
  • w wyniku niesłowności  i nieterminowości rozstaliśmy się ze wspólniczką. Pozostając sami z beznadziejnym w sumie terminem otwarcia sklepu - bo już wiedzieliśmy, że się najnormalniej w świecie ze wszystkim nie wyrobimy...
  • zakończenie najważniejszych prac przy sklepie i niestety w niekompletnym przygotowaniu (czego nie cierpię - zresztą podobnie, jak robienia z gęby cholewy), otworzyliśmy sklep...
  • cieszyłam się, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu odczuwałam kolosalne przemęczenie, które nie było jak sądziłam wynikiem intensywności i kumulacji zadań - głównie związanych ze sklepem, a zapowiedzią powiększenia rodziny - i tu nastąpiła mega radość, która miała zrównoważyć całość...

Oczywiście ciągłe przejścia z Instytucją opisaną wyżej, mnóstwo kolejnych niesprzyjających okoliczności, w tym śmierć babci męża... niezmiennie nam towarzyszyły. Burza hormonów także robiła swoje i nie potrafiłam zapanować nad nastrojami i rozdrażnieniem... Ale z naturą, chyba jeszcze nikt nie wygrał... Chciałam przeczekać i podzielić się dobrymi wieściami przed Świętami...

Jednak nasza Fasolka 14 grudnia 2014 (8 tc) odeszła, tak cichutko... a ja nie chcę być cicho - choć nie wiem czy to ma jakiś sens...
I tak właściwie nie mam ochoty wnikać, co dla kogo oznacza Fasolka, ja swoją już kochałam... obserwowałam Jej rozwój i już zastanawiałam się, jak będzie wyglądać...
Ale zostałam jakby sama, bezradna i kompletnie ogłupiała... I w sumie nie wiem co, nie wiem jaki krem jest, czy był moim ulubieńcem, nawet mi się nie chce tych kremów używać... Niepoważnej kobiecie z równie niepoważnej Instytucji mam ochotę wykrzyczeć, że jest strasznie głupia i nie ma za grosz empatii w sobie... tylko, że tak za bardzo to mi się z nikim nie chce gadać...
Ten Ich przysłowiowy paracetamol, na to nie pomaga i choć wiem, i od pół roku za Lipińskim powtarzam, że "jeszcze będzie przepięknie i jeszcze będzie normalnie", to na razie nie chce być...

Nie chcę już nic, ani dobrego ani złego... Byle to już się skończyło... Byle ten rok formalnie się jak najszybciej zakończył, bo mimo także miłych akcentów i przeżyć jest najgorszym w moim życiu...


niedziela, 9 listopada 2014

☼ Nie wiem, co powiedzieć ☼

Witajcie,

Tytułem wstępu, winnam Wam słowo, odnośnie mej marnej obecności na Waszych blogach. Częściej mnie spotkacie na Fb, czy Insta, bo do tego mi wystarcza telefon, który używam w każdym miejscu, w wolnej chwili. Z pozycji komórki, mogę jedynie czytać, niestety mam kłopot z komentowaniem. I teraz Wam już zdradzę, że pełną parą przygotowujemy się do otwarcia sklepu z kosmetykami naturalnymi - a jakże:P. Stąd całe zamieszanie, praca również w terenie, a przede wszystkim jej wiele.
Marzę, że przyjdzie moment, kiedy jakaś mądra głowa, znajdzie sposób na zaginanie czasoprzestrzeni i będę mogła być w kilku miejscach jednocześnie, albo się błyskawicznie przemieszczać, tudzież  stanie się możliwym rozciąganie ów deficytowego wymiaru naszej egzystencji, którą określamy, jakże krótkim słowem CZAS;).

Odnosząc się do tytułu dzisiejszego posta, tytułu trochę przekornego - bo odzyskałam mowę, otrząsnęłam się z pierwszego, pozytywnego  szoku i wreszcie zdaje się wiem, co powiedzieć chcę:).
Ostatnio czuję się, jak w oku cyklonu, gdyż z każdej strony dochodzą do mnie złe wieści od bliskich mi ludzi. Sprawy są poważne, jednak w większej mierze odnoszą się do ciemnej strony człowieka samego w sobie, a nie przyczyn niezależnych, czy losowych. Sprawiają, że wiara w ludzi, siłą rzeczy leci na łeb i szyję - ku samemu dnu...
Ale, ale ku pokrzepieniu - jak to ładnie Łucja zauważyłaś - przychodzą serca pełne ciepła, radości, przyjaźni, szczerości - które przez wiele kilometrów ślą światło i najniezwyklej w świecie pomagają utrzymać nas w pionie. Przypominają nam, że są także istoty czyste, pozbawione cech pewnych potworów,  sensowne, których spotkanie to radość w życiu.
Kiedy powróciłam z gorących wakacji, przymierzałam się do obowiązków i normalnego życia - w najśmielszych myślach nie sądziłam, że po tylu wrażeniach, w jednej chwili, coś mnie bardziej porwie, wzruszy, zachwyci. Nie spodziewałam się, że biegnąc po przesyłkę, odbiorę wielką pakę, z której wysypie się milion życzliwych serc, słońce większe od majorkańskiego,  rzeka serdeczności i góra kosmetyków... totalne ZASKOCZENIE i niesamowita NIESPODZIANKA!



Epicentrum na powyższym zdjęciu, to stąd płynęła cała pozytywna energia, wiele uśmiechu, ciepła i przyjaźni... motyle też widziałam:P.

 
Weronika - Livelle


Kompletnie nie wiem, jak mam podziękować, za tyle pozytywnych emocji, za kolejny życiowy "talizman", który staje na straży wiary w ludzi i w momencie zwątpienia stawia mnie do pionu, za wypełnienie brakującej już i tak powierzchni w komodzie:D. I wszystko w najgłębszej tajemnicy  (do samego końca!), bezinteresownie i na pewno skutecznie. Po prostu dziękuję i powtórzę się, ale życzę wszystkim, choćby przejścia koło Was...



Niestety kubełek, w ślicznym kolorze nadziei nie przetrwał - pocztowców nie lubimy, o nie! Chciałam skleić, jednak podjęta próba mnie nie przekonuje, bo skubany rozbił się miejscami w mak i mi te drobiny musiały uciec przy rozpakowywaniu:(... Aż łzy się cisnęły...

 

Wreszcie pełno cudów zamkniętych w buteleczkach i słoiczkach - oczy mi się świecą, jak złotówy... Ulubione marki, nieznane i planowane w przyszłości, która dzięki Wam, stała się moją teraźniejszością ☺.


♥ DZIĘKUJĘ ♥


Dajcie proszę znać w komentarzach, jakie są Wasze "talizmany"?

pozdrawiam

wtorek, 15 lipca 2014

Co mnie przyciąga do blogów - kosmetycznych │Warto rozmawiać

Witajcie,

Jako, że zdrowieję, myśli zaczynają logiczniej płynąć...:) Dodatkowo, biorę udział w wyzwaniu Uli - tutaj - co prawda w Zakątku Pieguski, ale skłania mnie to ku różnym rozważaniom... Zatem, postanowiłam dziś się z Wami podzielić moimi preferencjami, powodami, wymaganiami, które przyciągają mnie do blogów, jak w tytule, szczególnie kosmetycznych, bo w tym temacie ostatnio poruszam się najwięcej.
Aby wszystko było jasne, to nie jest poradnik, bezradnik, czy co tam jeszcze. Tekst, nie ma także nikogo wynieść pod niebiosa, a tym bardziej zlinczować. Jest wynikiem obserwacji i czysto subiektywnym opisem czynników i odczuć, sprawiających, że na pewne blogi radośnie wracam, a niektóre po prostu omijam... Jeśli jednak weźmiesz z tego coś dla siebie Czytelniku, będzie mi bardzo miło, jeśli się ze mną nie zgodzisz - czemu nie? Możemy sobie po prostu porozmawiać:)...


grafika ze Stocka, zmodyfikowana przeze mnie

A teraz do rzeczy. Kiedy pierwszy raz ląduję na jakimś blogu - obojętnie, czy z komentarza u mnie, czy szukam odżywki do włosów Alterry w googlach, czy z rekomendacji, czy z Facebooka, czy z Waszego Blogrolla, bądź jakiegoś portalu etc. - przede wszystkim zwracam uwagę na wygląd bloga... Wróć, nie do końca, bo jeśli szukam informacji i jestem tu tylko po to i nie zamierzam wracać (choć bywa różnie) to zazwyczaj przeczytam, chyba, że czcionka mnie próbuje dobić, np taka:




albo to?


Niestety jestem ślepowron, krótkowidz, który i tak marnuje oczy przed monitorem, zatem nie chcę ich już dobijać, więc uciekam i zapominam o istnieniu blogów z udziwnionymi, nieczytelnymi czcionkami lub maczkami. Miło kiedy tekst jest doprowadzony do porządku: wyjustowany, poprawny gramatycznie, ortograficznie i interpunkcyjnie - choć z przecinkami sama często miewam problemy:P.
Następnie, rozglądam się dookoła po "pomieszczeniu", chłonąc ogólną atmosferę, tj. porządek, przejrzystość, kolorystykę (tło nie musi być białe, ale wolę stonowane, kojące), rozmieszczenie elementów, czyli ogólnie rzecz ujmując szablon, wystrój. Lubię, gdy blog posiada jakiś Spis Treści w formie Etykiet - ostatnio nawet przywykłam do chmurek-;). Wtedy łatwiej mi znaleźć konkret, którego akuratnie szukam.
Moją uwagę przyciągają również zdjęcia - o tak, znam kilka blogów, gdzie autorki są wirtuozami, jeśli chodzi o fotki, łaknę tego widoku, cieszę oczy, zazdroszczę zdolności, pomysłów, sprzętu - hah i karmię zmysły:-).
Oto przykłady blogów, na które chętnie zaglądam - gdzie zdjęcia, nadają całości dodatkowego uroku...


Nie znaczy to, że cała reszta urodowej blogosfery [nie posiadających imienia Marta;-)], łącznie ze mną:P ma zdjęcia do bani, czy nie ma równie pięknych - to tylko przykłady, które mi za każdym razem zapierają dech w piersiach:D.
Jednak odpychają mnie posty ze zdjęciami niewyraźnymi, nieostrymi, prześwietlonymi, gdzie nie widzę czy kosmetyk jest w butelce czy w słoiku i nie mogę odczytać marki lub za dużo się na nich dzieje, moje oczy masakrują też zdjęcia na całą szerokość bloga (czyli prawie mój cały ekran:P) - to już oczywiście skrajności, ale bywają.

Pozostając w pozycji przyczajenia, kolejnym istotnym elementem jest oczywiście treść postów. Tym razem zacznę od tego co mnie męczy, czyli: przydługawe teksty naszpikowane opisem ze strony producenta, zbyt techniczne, a przy tym monotonne podejście do tematu - jestem zwykłym konsumentem, więc potrzebuję, "jak pastuch krowie na rowie" - tak po ludzku...
Lubię, kiedy mam podaną kwintesencję, to co mnie interesuje najbardziej. Cenię, gdy mogę zobaczyć skład, poczytać o przygodach autorki z delikwentem, dowiedzieć się skąd ma produkt, zwłaszcza jeśli historia jest niebanalna - i takie się czasem zdarzają. Super, gdy całość podana jest z uśmiechem, ba nawet z humorem - acz tego nie wymagam - toż nie wszyscy jesteśmy mistrzami dowcipu. A żałuję, bo chciałabym tak, jak 


Mam poczucie humoru (chyba:P) i umiem się śmiać - uwierzcie, ale nie potrafię, tak pięknie, jak dziewczyny, przelewać tego na papier/monitor.
Jeśli chodzi o całość bloga fajnie, gdy są wstawki między recenzjami produktów, np. w postaci tagów (sama za nimi średnio przepadam - ale czytać lubię:-P), zakupy, przegląd filmowy czy inne ciekawostki dropsa. Po prostu przerywniki, w umiarkowanej ilości mile widziane:-).


I wreszcie, to co sprytnie (akurat:-P) i celowo, w miarę możliwości omijałam przez cały czas. Najważniejsza i najistotniejsza persona w całej tej zabawie - Autor, który potrafi sprawić, że powyżej wymienione elementy, tracą na znaczeniu, odchodzą na drugi plan i stają się tylko tłem. Chyba nie muszę tego dalej wyjaśniać. Szczery, sympatyczny, inteligentny, dowcipny, naturalnie budujący relacje z Czytelnikami, z dystansem do siebie, wychodzący na przeciw, odwiedzający "domostwa" swoich Czytelników (wszystko w miarę możliwości), chętny do rozmowy, pomocny (taki ideał:-P, ale z całą swoją ludzką niedoskonałością), potrafi ze mną zrobić prawie wszystko - haha - żarcik. Ale w takie relacje po prostu chętnie wchodzę i wtedy nie dość, że z przyjemnością czytam, komentuję, poznaję nowości, to jeszcze się zrelaksuję, pogadulę o starych karabinach, ba nawet się spotkam. Tak już z kilkoma z Was pijałam kawki, a jakże... a będzie więcej, już wiem i nie mogę się doczekać:-).


I już tytułem posumowania...
Z racji preferencji, najbardziej interesują mnie naturalne marki - i te mają zazwyczaj pierwszeństwo. Jednak rządna wiedzy, podążam za wieloma tematami, co daje mi poczucie minimalnej orientacji w ogólnym terenie urodowym. Sprawia, że nie jestem wyalienowana na eco pozycję - w swoim oczywiście jakimś tam mniemaniu, bo znów takim koszernym eco konsumentem nie jestem;-). Chodzi mi o to, że ciekawi mnie nie tylko natura, stąd może Was już nie dziwi, moja obecność na wielorakich blogach...

Nie ma też dla mnie znaczenia fakt, czy blog jest 6 lat w sieci, czy powstał przedwczoraj - a wręcz odczuwam dystans widząc ponad 1000 Obserwatorów. A to dlatego, że często, przez przypadek mogę zostać planktonem... A ja potrzebuję bliskości - jeśli wiecie, co mam na myśli.
Chodzi mi o to, że autorzy poczytniejszych blogów (choć nie tylko), mają poczucie takiego zamknięcia we własnym środowisku, na własnym terenie. Często nawet nie odpowiedzą na pytanie, bo mnie nie zauważą, albo olewają moje pytania, tudzież zaczynają temat - bez zakończenia. Nie pochylą się nawet nad młodym, czy jakimkolwiek blogiem, swojego nowego skądinąd Komentatora. Rozumiem, że ilość komentarzy często Ich przerasta, brakuje czasu (?) by odwiedzić i poznać każdą osobę, która interesuje się tym co piszą, ale to trochę strzał we własne kolano, w moim przekonaniu... Jednak to na szczęście nie jest regułą, daleko nie muszę szukać - Marta zawsze znajduje czas dla swoich Czytelników, czym mnie uwiodła, jako autorkę raczkującej Kosmetycznej Wyspy, podobnie Monika...


edit - musiałam, bo to wręcz faux pas - Ines bardzo pięknie dba o swoich Czytelników...

edit:

Oczywiście powyższe sygnały odbieram instynktownie, przecież nie analizuję każdego bloga pod tymi kątami i decyduję, o tak tu zostaję:P



To chyba wszystkie moje preferencje, wyznaczniki i oczekiwania...
Ciekawa jestem, czy coś pokrywa się z Waszymi? Myślicie podobnie, czy macie
zgoła odmienne zdanie? Sądzicie, że spełniam własne wymogi?

Dajcie, proszę znać w komentarzach...

pozdrawiam

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *