wtorek, 8 października 2013

Wrześniowe denko

Witam ponownie:)

Bardzo lubię widzieć pustkę w pojemnikach po kosmetykach. To jest ten moment, kiedy wiem, że będę mogła sięgnąć po coś nowego, często jeszcze nieznanego, choć są już stali bywalcy mej kosmetyczki:) We wrześniu nawet trochę wykończyłam. Nie powiem, żebym była niezadowolona...
Przechodząc do rzeczy...

  • kolor zielony - produkt godny uwagi...
  • kolor pomarańczowy - mam mieszane uczucia...
  • kolor czerwony - temu produktowi mówię "nie".






  1. Olejek aromatyczny eukaliptusowy - używałam w okresie przeziębienia. Wlewałam kilka kropel do niepachnącego już wosku YC. Na pewno do olejku wrócę, gdy zajdzie potrzeba.
  2. Próbki maseł Pat&Rub - niewiele mogę po nich powiedzieć, przyjemnie pachną... Nie wiem czy kupię.
  3. Pasta do zębów Alverde - zawiera śladowe ilości fluoru, jednak to nie powód dla którego do niej nie wrócę. Nie czułam wystarczającego odświeżenia w jamie ustnej.
  4. Żel do kąpieli Alterra (miniatura) - nie kupię, ponieważ zapach, jak dla mnie jest sztuczny. Miały być brzoskwinki, a jest coś...
  5. Płyn micelarny made in home z ZSK - nie powiem dobry produkt. Przede wszystkim dobrze radził sobie z makijażem, zarówno twarzy, jak i oczu. Chętnie do niego wrócę.
  6. Balsam do ust Lavera - już myślę, by ponownie zakupić:). Więcej znajdziecie w recenzji.
  7. W opakowaniu po maśle z TBS umieściłam pomarańczowe masełko made in home, którego dokładny opis znajdziecie tutaj. Na pewno już nie zrobię pomarańczowego - to nie moja bajka;)
  8. Z kolei w tym opakowaniu był kawowy peeling do ust made in home. Niestety zamiast ekstraktu, użyłam zwykłej kawy sypanej i tym zepsułam. Bo podczas stosowania ziarenka dostawały się do buzi, a to nie należało do przyjemności;) W efekcie wykorzystałam na ciało. A wkrótce zrobię nowy już z ekstraktem kawowym, który grzecznie czeka:)
  9. Próbka kremu Weleda Skin Food, który w efekcie jej użycia zakupiłam w pełnowymiarowym opakowaniu. Recenzja pojawi się na blogu.
  10. Serum do twarzy A'kin  - niestety miałabym go jeszcze na spokojnie ok. miesiąca użytkowania, ale mi się skubaniec wylał i tym sposobem sięgnął dna:( W tym wypadku żałuję. Więcej o produkcie poczytacie tutaj.
  11. Maseczka peel off Oriflame  - nie najgorsza, jednak do niej nie wrócę. Zapraszam do zapoznania się z recenzją.
  12. Batonik kąpielowy limonka i makadamia - szczerze mówiąc, więcej nie kupię. Zapach słabo wyczuwalny i kiepsko rozpuszcza się w wodzie. Ładnie tylko wygląda taki nowy z opakowania;) Gorętszymi uczuciami darzę kule Organique:)
  13. Mydło do rąk Yves Rocher - aplikator do bani. Mydło strzelało poza ręce, zapach średni. Nie uwiodło mnie to mydełko. O niebo bardziej zadowolona byłam z mydeł Dove.
  14. Balsam do stóp Pat&Rub - tak ten produkt jest wart uwagi. Zapach wycelowany w mój gust. Zapraszam, tutaj znajdziecie więcej o kremie.
  15. Sól kokosowa Lavera - wszystkie sole z Lavery uważam za genialne. I już rozmyślam, by napisać o nich post:)
  16. Woda toaletowa Hypnose Lancome - jak dla mnie cudowna. Otula mnie kwiatowym aromatem kolorowych kwiatów:)
  17. W kolejnym pojemniku TBS mieszkał kawowy peeling do ciała made in home. Miałam napisać recenzję, jednak nie wiem czy gdzieś nie posiałam receptury. Jeśli znajdę opiszę, bo był świetny:)
  18. Kula kąpielowa Organique - nie pamiętam już zapachu, ale wszystkie zakupione są wspaniałe. Lekko natłuszczają nasze ciało, a zapach towarzyszy nam jeszcze długo, długo po kąpieli.

A jak Wasze denka? Część widziałam, acz oczekuję kolejnych:) Znacie się z powyższymi produktami? Lubicie?

Jeszcze kilka godzin aktualna jest ankienta dotycząca zdjęć z tych postów - znajdziecie ją w prawym panelu bocznym:
  • Dead Sea Spa Magic - maseczka do twarzy - klik
  • Żel pod prysznic Lavera - klik
  • Balsam do stóp Balm Balm - klik

Będzie mi miło, jeśli zechcecie zagłosować. Dziękuję!

pozdrawiam:)

niedziela, 6 października 2013

Dead Sea Spa Magik - Boosting Mask maseczka do twarzy

Witajcie!

W pierwszym poście z cyklu akcji Maliny - październik miesiącem maseczek - przygotowałam dla Was maskę pobudzającą do twarzy Dead Sea Spa Magik Boosting Mask.


zdjęcie opracowane cyfrowo przeze mnie, elementy moje (by Strawberries Designs)

Producent:
Dead Sea Spa Magik Boosting Mask natychmiast poprawia wygląd skóry. Posiada działanie odżywiające, wzmacniające i rewitalizujące. Preparat zawiera błoto z Morza Martwego i wykazuje natychmiastowe i niezwykłe rezultaty. Delikatnie oczyszcza i usuwa zanieczyszczenia, nadając skórze świeży, zdrowy blask. Delikatna w działaniu, przeznaczona dla skóry najbardziej suchej i wrażliwej.

Skład:

Harmonised WaterTM* (Aqua, Maris Sal), Hydrogenated Polyisobutene, Propylene Glycol (food grade) , Glycerin1, Maris Limus (Dead Sea Mud), Cetanol2, Petrolatum, Glyceryl Stearate2, Phytosqualane3, Titanium Dioxide, PEG-40 Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)4, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Sorbitan Tristearate, Allantoin5, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Parfum (Fragrance)**, Ethylhexylglycerin, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract***, Tilia Vulgaris (Linden Blossom) Flower Extract***, Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract***, Aspalathus Linearis (Rooibos) Leaf Extract***, Iodopropynyl Butylcarbamate. Source - 1Vegetable, 2Coconut Oil, 3Olive Oil, 4Karite Tree Fruit, 5Comfrey (Plant). *Special de-ionised water with pure Dead Sea Minerals - Magnesium, Potassium, Calcium, Sodium as Bromides, Chlorides and Sulphates

**Allergen-free blend with essential oils
*** Certified as organic according to the EEC council regulation No. 2029/91

żródło:
http://www.hollandandbarrett.com/pages/product_detail.asp?pid=2200&prodid=2451


Przyznam Wam, że od dawna mierzyłam się z zamiarem przedstawienia tytułowej bohaterki. Jednak pełna wątpliwości, nie potrafiłam zdecydować się na jednoznaczną ocenę. Akcja, nieco przymusiła mnie do pokazania Wam jej w całej krasie:)
W zwyczajnej tubce, otrzymujemy 75 ml specyfiku. Całość opakowana w kartonik na miarę. Prosty, biało-beżowo-niebieski design skupia na sobie uwagę. Nie jest w żadnym razie wyszukany, jednak ustawione na półce sklepowej produkty, mimowolnie przyciągają oko.
Maska o kremowej konsystencji i białej barwie, zdaje się nieco tępo rozprowadzać na twarzy, jednak bez większych komplikacji. Konsystencja nie pozwala spływać produktowi. Po 10 do 15 minut zmywamy maseczkę, a naszym oczom ukazuje się gładkie lico. Nie ma cudów i fajerwerków. Twarz w miarę oczyszczona, gładka i przyjemna w dotyku. Mimo to, nie czuję wielkiej przyjemności stosowania. Dziwny zapach, również nie pogłębia mojego uczucia wobec białej mazi. Szczerze powiedziawszy, liczyłam na nieco więcej. Przyglądając się kolejnym produktom marki, zauważyłam, że na aromatyczną rozkosz nie ma co liczyć. Tak czy siak, spełnia swoje zadanie i jest przeznaczona dokładnie do potrzeb mojej suchej i wrażliwej cery. Zużyję co mam [albo i nie, bo zauważyłam, że ma znielubione przeze mnie PEG-i w składzie - a niby firma naturalna:(] i do niej nie wrócę. Nie mniej zachęcam do przetestowania, bo a nuż komuś bardziej przypadnie do gustu.

Cena: ok. £7 / ok. 35 zł

Znacie produkty marki DeadSea SPA Magic? Jestem też ciekawa jakie maseczki preferujecie?





Wiem, że się powtarzam, jednak pytanie dotyczące zdjęć (z wcześniejszych postów), jest nadal aktualne. Jeśli z jakiś powodów nie czujecie się na siłach oceniać zdjęć w komentarzach, proszę wypełnijcie ankietę (po prawej na pasku bocznym) anonimowo. Jeszcze przez dwa dni można wyrazić w ankiecie swoją opinię. Pozwoli mi to poznać Wasze zdanie i podjąć decyzję.


Wkrótce ogłoszenie wyników rozdania z Bingo Spa:)

Pozdrawiam i miłego, niedzielnego popołudnia życzę:)

dostępne także na: Przepis na Kobietę

sobota, 5 października 2013

Akcja Maliny. Październik miesiącem maseczek

Witajcie:)

Na wstępie serdecznie witam nowych Obserwatorów. A wszystkim dziękuję za zaufanie i odwiedziny. Czas pomyśleć o rozdaniu, choćby z okazji 500 Obserwatorów;) Myślę, że wkrótce coś się pojawi... bądźcie czujni...
A dziś chciałabym Was zaprosić do drugiej edycji akcji Maliny: Październik miesiącem maseczek, w której sama z radością wezmę udział. W zeszłorocznej akcji nie miałam okazji bawić  się z Maliną.
A to świetny moment na intensywną "terapię" cery. Po cudownym lecie, warto się przygotować na zimę i zrobić wszystko, by nasza twarz była piękna i zadbana. Szczerzę mówiąc, nie mam pojęcia, czy uda mi się spełnić wszystkie warunki zabawy, jednak kto nie ryzykuje ten nie żyje;)
Wszystkich, którzy  tylko mają ochotę, zapraszam do wzięcia udziału w akcji i/lub śledzenia tej na Kosmetycznej Wyspie:)







Zasady i cel akcji:

1. Zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki.
2. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
3. Zaproś do akcji 5 osób.
4. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do Akcji MALINY.

Cel akcji:

- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.


Ze swojej strony zaprosiłam: Czarną Ines, Tajnashii, CosmOlę, Hexx, Łucję. Dziewczyny, może skorzystacie. Będzie mi niezwykle miło:)

pozdrawiam

środa, 2 października 2013

Żel pod prysznic i do kąpieli limonka - werbena Lavera

Cześć,

Mam nadzieję, że tydzień mija Wam według ustalonego planu, bez specjalnych, niemiłych niespodzianek. Mnie owszem. Poza pracą, spędzam go na małych i większych przyjemnościach. Na niektóre z nich oczekuję każdego dnia, wypatrując listonosza. Ale sza, nic więcej nie zdradzę;)
Przechodząc do rzeczy. Na tapetę biorę dziś żel wiodącej, niemieckiej marki Lavera, która funkcjonuje na rynku od 1987 roku. Założyciel Thomas Haase szukając leku wśród przyrody (tradycyjne maści i leki nie pomagały) na problemy skórne, odkrył moc składników naturalnych. Wreszcie stworzył swój pierwszy balsam do ust, a po czasie otworzył firmę, która z powodzeniem do dziś prosperuje.
Żel pod prysznic i do kąpieli Lime Sensation z serii Body Spa




Producent:
Naturalny, orzeźwiający i rewitalizujący żel. Olejek z trawy imbirowej(?) i gliceryny roślinnej chronią skórę przed wysuszeniem. Łagodne środki powierzchniowo-czynne na bazie kokosa i cukru, delikatnie oczyszczają skórę. Słoneczny zapach werbeny i limonki cudownie stymulują i orzeźwiają ciało i umysł.


Skład:
Water (Aqua), Glycerin, Coco Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside, Sodium Coco-Sulfate, Verbena Officinalis Water*, Citrus Aurantifolia (Lime) Fruit Extract*, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Water*, Xanthan Gum, Alcohol*, Cymbopogon Martini Oli*, Fragrance/ Parfum (natural essential oils), Citral**, Geraniol**, Limonene**, Linalool**

* ingredients from certified organic agriculture, ** natural essential oils

źródło:
http://www.naturisimo.com/index.cfm?nme=
http://www.pravera.co.uk/lavera-natural-cosmetics


Po takim opisie producenta trudno mi było nie skusić się na ów żel. I bez owijania w bawełnę powiem, że w 100% się z nim zgadzam:) Od żelu do kąpieli cudów nie wymagam. Ma nie wysuszać skóry, myć i przyjemnie pachnieć. Wraz z żelem Lavera otrzymujemy znacznie więcej. Komfort użytkowania niesamowity. W upały (które o dziwo w tym roku zaskoczyły UK) uwielbiałam taplać się w wodzie z użyciem powyższego specyfiku. Kąpiel z werbonowo-limonkowym żelem to orgia zmysłów. Delikatny zapach limonki mnie rozluźnia i koi. Nie mam ochoty nawet zmywać tej sporej ilości piany. Mogłabym się tak z nim pluskać bez końca. Jesienią równie wspaniale się czujemy razem. Przeźroczysta konsystencja galaretowego żelu, sprawia mi wiele przyjemności, a także tego właśnie od kosmetyku oczekuję.




Stojąca na zakrętce tuba, jest wygodna w użytkowaniu, produkt łatwo się aplikuje, bo jest miękka. Opakowanie od początku przez cały okres stosowania zachowuje wygląd. Nie posiada naklejek, cała grafika jest jakąś magiczną, prawdopodobnie wodoodporną, techniką nanoszona. Trudno mi się odnieść do wydajności, bo używam kilka żeli jednocześnie.
Seria Body Spa to również aromat kokosu, pomarańczy, miodu i róży. Nie wiem czy podobnie ma się sytuacja z pozostałymi zapachami. Spośród wymienionych interesuje mnie jeszcze kokosowy na zimę. Jak tylko zużyję zapasy oblegające komodę, myślę, że się skuszę:)

Cena: ok. £5/ ok. 25zł - teraz jest ciut droższy

Znacie się z Laverą? Jestem ciekawa Waszych doświadczeń, także piszcie proszę...

Pytanie dotyczące zdjęć, z ostatniego posta, jest nadal aktualne. Jeśli z jakiś powodów nie czujecie się na siłach oceniać zdjęć w komentarzach, proszę wypełnijcie ankietę (po prawej na pasku bocznym) anonimowo. Pozwoli mi to poznać Wasze zdanie i podjąć decyzję.
Dziękuję i pozdrawiam:)


edit:
Jeszcze mi się przypomniało kochani. Ostatnie chwile dosłownie zostały, by wziąć udział w rozdaniu - znajdziecie tutaj. Zapraszam serdecznie!

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *