Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja Maliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcja Maliny. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 listopada 2013

Podsumowanie akcji z Maliną. Październik - miesiącem maseczek

Witajcie:)

Minął wspaniały okres intensywnej pielęgnacji twarzy. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość wzięcia udziału w akcji Maliny.



Poznałam wiele świetnych produktów. A co ważniejsze, poprzez "obowiązek" cotygodniowych recenzji maseczek, przywykłam do regularnego ich stosowania. Jest to dla mnie ważne, zwłaszcza po lecie, w jesienno-zimowym czasie. Zatem w październiku, miałam przyjemność zapoznać się i Was z kilkoma produktami, czy się sprawdziły? - Zapraszam do poczytania:






3. Rewitalizująca maseczka do twarzy z dziką różą - Lavera



4. Maseczka Pearl and Silk Michael Todd True Organic



5. Maseczeka The Sacred Truth - Lush 
 


Ciekawa jestem, czy z pośród powyższych propozycji, udało się Wam coś dla siebie wybrać? Jak Wam się podobała akcja Maliny? Lubicie takie akcje?

Niecierpliwie oczekuję Waszych odpowiedzi:)

Pozdrawiam!

czwartek, 31 października 2013

Maseczka The Sacred Truth Lush... boo!

Witajcie:)

Powiedzcie mi na początek, jak u Was z obchodami Halloween? Bo w UK, to czyste szaleństwo... Aczkolwiek my jakoś specjalnie nie celebrujemy tego dnia... No może troszkę, wieczornym seansem z dreszczykiem i kukurydzą w dłoniach;) Najbardziej to chyba mój 7-letni syn, który upodobał sobie świecącego duszka i musieliśmy dziś po niego jechać. Ma swoje stroje i strachliwe maski... A skoro o strachach mowa i ja nieco Was postraszę;)
Czas leci niemożliwie szybko i właśnie dziś przedstawiam Wam ostatnią maseczkę do twarzy, w dobiegającej końca akcji Maliny... A jest to, dopiero co nabyta, maź z Lusha, z serii świeżych maseczek do twarzy The Sacred Truth.





Producent:
Dojrzała skóra, potrzebuje więcej opieki. Nie lubimy deklaracji o powstrzymywaniu starzenia, bo to nie możliwe, ale starannie dobrane składniki, korzystnie wpłyną na skórę dojrzałą. Żeń-szeń i zielona herbata zadziałają antyoksydacyjnie. Świeża pszenica poradzi sobie z wolnymi rodnikami. Bogate, zmiękczające składniki, takie jak siemię lniane, jaja, olej z wiesiołka, masło shea, lanolina, olej kokosowy i miód ukoją i nawilżą. Glinka kaolin pomoże oczyścić skórę, a papaja pomaga rozpuścić martwe komórki skóry.

Skład:
Ginkgo Leaf and Brown Linseed Infusion, Kaolin, Talc, Honey, Fresh Papaya, Glycerine, Organic Yoghurt, Fresh Free Range Eggs, Shea Butter, Evening Primrose Oil, Lanolin, Bentonite Gel, Extra Virgin Coconut Oil, Ginseng Root Powder, Green Tea Powder, Fresh Wheatgrass, Bee Pollen, Ylang Ylang Oil, Rose Absolute, Lavender Oil, Rosewood Oil, *Benzyl Salicylate, *Geraniol, *Benzyl Benzoate, *Farnesol, *Limonene, *Linalool, Perfume
 
*occurs naturally in essential oils


W zakręcanym, wygodnym, plastikowym pojemniku ukryto 75 gram zielonkawej, stosunkowo gęstej mazi - rzekłabym dosłownie na dzisiaj;)


  
Po otwarciu  pojemniczka do naszych nozdrzy dochodzi bardzo miły, trawiasty zapach. Sama mikstura nie wygląda przyjemnie. Jednak tym nie warto się zrażać. Niewiele się zastanawiając, wykonałam demakijaż i na porządnie oczyszczoną twarz, załadowałam maskę. Nigdy nie żałuję, zatem po chwili, solidna, grudkowata warstwa otuliła me lico. W ciągu 5-10 minut mamy czas na nasze kreatywne działania. Zatem poklikałam sobie fotki i teraz Was nieco postraszę;) 

Boo

  
Z czasem zaczyna zasychać na skórze, dlatego nie ma co przesadzać z trzymaniem - wystarczy 5-10 minut. Kiedy już nawdychałam się trawiastego aromatu, pobawiłam aparatem, poszłam zmyć ten cały ambaras. Zadanie, do najłatwiejszych nie należy, ale gąbka jest dobra na takie bolączki. Spojrzałam na oczyszczoną twarz i poczułam zachwyt nad własną cerą;) Naprawdę wyglądała pięknie, dawno jej takiej nie widziałam. Świetnie wygładzona, rozpromieniona, och i ach! Nie żałuję ani pensa wydanego na maseczkę. Już się polubiłyśmy i zapewne będziemy do siebie chętnie wracać. Aktualnie, zgodnie z zaleceniami producenta, mieszka w lodówce i czeka na kolejne spotkanie:) Nie wszystkie produkty Lusha są naturalne, ale ta maseczka owszem, ma zielony skład.

Cena: £5.95/ ok. 30 zł

Znacie produkty Lusha? Czy ktoś z Was miał od nich maseczki? Piszcie proszę, bo jestem ogromnie ciekawa Waszych opinii...


A na zakończenie moi drodzy: Trick or treat? - abyście mi nie zrobili psikusa, mam dla Was coś... Jednak, zamiast słodkiego, by nam w tyłki nie szło, daruję Wam jednego kwiatka z helołinowego bukietu, jaki dostałam od moich chłopaków - niczym czarownica hehe




Pozdrawiam!





dostępne także na: Przepis na Kobietę

sobota, 26 października 2013

Maseczka do twarzy Pearl And Silk Mask Michael Todd True Organic

Witajcie:)

Czas na kolejną maseczkę w ulubionej przeze mnie akcji Maliny. Przyznam szczerze, że dzięki tej zabawie, pokochałam częste maseczkowanie. Dwa razy na tydzień, to takie moje minimum. I w związku z tym, drugi raz położyłam maseczkę z nieznanej mi dotychczas firmy Michael Todd True Organic. Maseczka przeciwstarzeniowa, o pięknej nazwie Perła i Jedwab:) Aby się dowiedzieć czy udało nam się znaleźć wspólny język, zapraszam do dalszej lektury... Pearl And Silk Mask Michael Todd:







Producent:
Perła i Jedwab, to bardzo delikatna maseczka, zapewniająca nawilżenie i złuszczanie. Wykorzystuje moc ziołowej perły i jedwabnych aninokwasów, aby skórę oczyścić, nadać miękkości i jedwabistości. Jeśli myślisz, że maski są tylko dla dojrzałych cer, pomyśl raz jeszcze. Kluczem do promiennej skóry jest oczyszczenie porów, zminimalizowanie bakterii i odżywienie. Dzisiejsze maski z Michaela Todda zamieniają wygląd szarej, zmęczonej cery w promienny blask.
Stosować 2-3 razy w tygodniu.

Skład:
Aloe Barbadensis (Organic Aloe) Juice, Vegetable Glycerin, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel), Euterpe Oleracea (Acai Fruit) Pulp Powder, Phenoxyethanol, Mica, Titanium Dioxide, Carbomer, Hydrolyzed Silk, Pearl Powder, Essential Oils, Sodium Benzoate, Glucolactone, Citric Acid*

*powyższy skład pochodzi ze strony MTTO, natomiast na opakowaniu mojej maski jest jeszcze jeden, delikwent Tetrasoduim EDTA - firma twierdzi, że go już w składzie nie ma, a ja nie wiem w co wierzyć:( - klik.
Produkt jest organiczny, ponieważ zawiera 96% składników pochodzenia organicznego...


Wszystkie opakowania tej firmy celują prosto w mój gust. Prosta, elegancka kolorystyka i takiż design sprawiają, że czuję się nieco luksusowo;) Podobnie jest z maseczką, której w "smacznym" opakowaniu, otrzymujemy aż 100 ml. To kolejna cecha produktów MTTO - mają niestandardowo większe objętości.
Konsystencja maski jest rzadka, taka mi się jeszcze w dorobku  nie trafiła. Jest biała i perłowa, wygląd taki na "bogato";)




Mimo, że jest lejąca, nakłada się szybko i sprawnie. Nigdy nie żałuję tych dobroci... Na twarzy jest prawie niewidoczna, tylko się świecimy, nawet nie wspomnę, jak to mój małż określił;)
Bezpośrednio po aplikacji czułam pieczenie, jednak z czasem, zazębiając się o siebie, przechodzi w chłodzenie, by pod koniec  dawać wrażenie więcej niż lekkiego ściągnięcia...
Po 15 minutach, zmywam ten "błysk" z twarzy i przecieram tonikiem... I tu mam odczucie intensywnego oddziaływania mazidła na skórę, bo tonik po masce lekko mnie podrażnia...
Widać, gładką, oczyszczoną cerę, jednak jak dla mnie bez efektu wow. Mam też małe zastrzeżenie co do nawilżenia według mnie jest zdecydowanie znikome, aczkolwiek jakieś jest;)
Spokojnie z przyjemnością zużyję większą resztę specyfiku, ale czy kupię ponownie, nie wiem. O tym zadecydują dalsze obserwacje:)

Wiem, że niektórzy z Was [przynajmniej jestem pewna jednej osóbki;)] mają kosmetyki z Michaela Todda. Co o nich sądzicie? Skusilibyście się na powyższy produkt?
Jak Wam idzie akcja Maliny? Piszcze śmiało - jestem ciekawa;)

pozdrawiam!





dostępne także na: Przepis na Kobietę

niedziela, 20 października 2013

Rewitalizująca maseczka do twarzy, dzika róża - Lavera

Witajcie,

Przedstawiam kolejną gwiazdeczkę, w ramach akcji Maliny, w której uczestniczę w październiku. Tym razem w roli głównej dzika róża, olejek awokado i olejek makadamia w maseczce z Lavery do skóry suchej i wymagającej.





Producent:
Pielęgnująca maseczka Lavery wzbogacona ekologicznymi olejkami z orzeszków makadamia, awokado oraz dzikiej róży, to intensywna pielęgnacja dla suchej skóry twarzy. Bogata terapia o dogłębnie odżywczej formule zapewnia niezbędną regenerację i poprawia elastyczność skóry. Zapewnia dogłębne nawilżenie, rewitalizujące i regeneruje komórki skóry wygładzając ją i ochraniając przed utratą wilgoci.
Stosować 1-2 razy w tygodniu. Po nałożeniu odczekać 10-15 min, a następnie zmyć z twarzy ciepłą wodą. Jeśli skóra jest bardzo przesuszona lub zniszczona można pozostawić maskę na noc bez zmywania dla osiągnięcia szybszych efektów pielęgnacyjnych.

Skład:
Water (Aqua), Olea Europaea (Olive) Fruit Oil*, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)*, Glycerin, Alcohol*, Cellulose, Myristyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Hydrogenated Lecithin, Xanthan Gum, Hydrogenated Palm Glycerides, Macadamia Ternifolia Seed Oil*, Prunus Armeniaca Kernel Oil*, Lysolecithin, Lecithin, Rosa Canina Fruit Extract*, Sambucus Nigra Flower Extract*, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Brassica Campestris (Rapeseed) Sterols, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil*, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil*, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Fragrance (Parfum)**, Citronellol**, Geraniol**, Linalool**, Limonene**, Citral**  


10 ml maski otrzymujemy w jednorazowej saszetce. Ubolewam, że Lavera nie ma także masek w pojemnikach czy tubkach, o większych ilościach.
Po oczyszczeniu cery, biała maź powędrowała na twarz, szyję i dekolt. Bezcenne: mina i słowa małża po moim wyjściu z łazienki: "Straszysz!";).
Konsystencja nieco rzadsza, niż w poprzednich tego typu produktach, które napotkałam, acz wystarczająca, by nie spływała. Od aplikacji towarzyszy nam zapach róży... ale nie tak uciążliwy, jak w przypadku bułgarskich kosmetyków. Choć za różanym aromatem w specyfikach pielęgnacyjnych, nie przepadam, ten jest znośny... Teraz siedzę do 15 minut, jak zmyję przedstawię Wam spostrzeżenia [...].
Jednak nieco mi zapach przeszkadzał;) Ale już po usunięciu ujrzałam mą buźkę jakąś taką odświeżoną, na pewno nawilżoną, mimo, że maseczka sprawiała wrażenie lekkiego ściągania. Ów produkt, zapewne jest dedykowany sucharkom;) Ciekawa jestem, jakby to wyglądało, gdyby zostawić na noc, jak sugeruje producent - nie sprawdzę, bo nie lubię tak wysmarowana zasypiać, ale może ktoś z Was wypróbuje?
Tak czy owak działanie mazidła, jak dla mnie zadowalające. Mam jeszcze dwie takowe maseczki i nie wiem czy użyję, ze względu na zapach...

Ręce do góry, kto zna i używał maseczek Lavery... Jestem ciekawa, jakie Wy maski do twarzy lubicie? Piszcie kochani, chętnie poznam nowości:)



Pozdrawiam i udanego tygodnia życzę!

sobota, 12 października 2013

Maseczka anti-aging z olejkiem sojowym - Luvos

Cześć:)

Jak Wam mija weekend? Bo mi jakoś pracowicie i szybko;) A teraz relacja prawie, że na gorąco z planu mojej łazienki. Mianowicie dosłownie przed chwilą, zmyłam z twarzy maseczkę Luvos anti-aging z olejkiem sojowym, certyfikowaną BDIH. Dokładnie tę i w ramach akcji Maliny mam przyjemność przedstawić:



 


Producent:
Maseczka oparta na bazie glinki mineralnej oraz organicznego oleju sojowego. Pobudza mechanizmy ochronne komórek, poprawia napięcie skóry, dodając jej młodego wyglądu. Zawiera składniki aktywne z mikroalg morskich oraz rumianek, które neutralizują objawy stresu na skórze.

Skład:
Aqua, Sorbitol, Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Loess, Glycerin, Cetearylalcohol, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Glyceryl Stearate Citrate, Glycine Soja (Soybean) Oil*, Glyceryl Stearate, Cetearyl Glucoside, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Bentonite, Chrysanthellum Indicum Extract (Chrysantheme), Sceletonema Costatum Extract (Alge), Camellia Sinensis Leaf Extract (Tee), Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil*, Tocopherol (Vitamin E), Xanthan, Sodium Hydroxyde, Parfum (Natural Essential Oil), CI 77891 (Titanium Oxides), CI 77491, CI 77499 (Iron Oxides), CI77492 (Iron Hydroxides).
* z kontrolowanych upraw biologicznych
** z naturalnych olejków eterycznych


Maseczka, to połączone ze sobą dwie saszetki, każda o pojemności 7.5 ml. W zupełności wystarczająca ilość na dwukrotne pokrycie twarzy, szyi i dekoltu. A nanosi się z przyjemnością. Delikatny zapach, może nie konwalii, ale miły, towarzyszy naszej czynności, a potem wyczuwamy woń podczas 10-15 minutowego trzymania maseczki. Przy tym nikogo nie straszymy, bo maź ma kolor bliski kolorytowi cery - beżowo brązowy. Z czasem wysycha na twarzy, delikatnie ściągając skórę. Po odpowiednim czasie - spędzonym na miłej pogawędce z CosmOlą;) - usunęłam maseczkę gąbką (to rewelacyjne akcesorium do zmywania mazideł) bez większych problemów. Moim oczom ukazała się niezwykle wygładzona skóra twarzy. Lekko zaczerwieniona w dwóch miejscach od tarcia, ale po chwili koloryt się wyrównał. Bardzo przyjemna w dotyku buzia aż emanowała blaskiem i cichutko kwiczała z zachwytu;) Olej sojowy, słonecznikowy, glinka, algi i witaminy zrobiły swoje. Nawet alkohol widniejący dość wysoko w składzie nie zaszkodził. Przetarłam twarz tonikiem i nałożyłam krem na noc.
Na tę chwilę została mi druga saszetka, którą zużyję z radością, bo to było miłe i skuteczne przeżycie wieczora. A Wam z całego serca mogę polecić produkt z ładnym składem i dobrym działaniem:) W asortymencie firmy znajdziecie jeszcze maseczkę: peelingującą, antystresową, nawilżającą. Sama z chęcią ponownie po którąś z nich sięgnę.

Cena: 6.90 zł

Na razie spotkałam się głównie z maseczkami, jeśli chodzi o Luvos. A Wy znacie te maseczki? A może inne produkty Luvos?




pozdrawiam i życzę udanego wieczoru i niedzieli:)

niedziela, 6 października 2013

Dead Sea Spa Magik - Boosting Mask maseczka do twarzy

Witajcie!

W pierwszym poście z cyklu akcji Maliny - październik miesiącem maseczek - przygotowałam dla Was maskę pobudzającą do twarzy Dead Sea Spa Magik Boosting Mask.


zdjęcie opracowane cyfrowo przeze mnie, elementy moje (by Strawberries Designs)

Producent:
Dead Sea Spa Magik Boosting Mask natychmiast poprawia wygląd skóry. Posiada działanie odżywiające, wzmacniające i rewitalizujące. Preparat zawiera błoto z Morza Martwego i wykazuje natychmiastowe i niezwykłe rezultaty. Delikatnie oczyszcza i usuwa zanieczyszczenia, nadając skórze świeży, zdrowy blask. Delikatna w działaniu, przeznaczona dla skóry najbardziej suchej i wrażliwej.

Skład:

Harmonised WaterTM* (Aqua, Maris Sal), Hydrogenated Polyisobutene, Propylene Glycol (food grade) , Glycerin1, Maris Limus (Dead Sea Mud), Cetanol2, Petrolatum, Glyceryl Stearate2, Phytosqualane3, Titanium Dioxide, PEG-40 Stearate, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)4, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Sorbitan Tristearate, Allantoin5, Tocopheryl Acetate (Vitamin E), Parfum (Fragrance)**, Ethylhexylglycerin, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract***, Tilia Vulgaris (Linden Blossom) Flower Extract***, Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract***, Aspalathus Linearis (Rooibos) Leaf Extract***, Iodopropynyl Butylcarbamate. Source - 1Vegetable, 2Coconut Oil, 3Olive Oil, 4Karite Tree Fruit, 5Comfrey (Plant). *Special de-ionised water with pure Dead Sea Minerals - Magnesium, Potassium, Calcium, Sodium as Bromides, Chlorides and Sulphates

**Allergen-free blend with essential oils
*** Certified as organic according to the EEC council regulation No. 2029/91

żródło:
http://www.hollandandbarrett.com/pages/product_detail.asp?pid=2200&prodid=2451


Przyznam Wam, że od dawna mierzyłam się z zamiarem przedstawienia tytułowej bohaterki. Jednak pełna wątpliwości, nie potrafiłam zdecydować się na jednoznaczną ocenę. Akcja, nieco przymusiła mnie do pokazania Wam jej w całej krasie:)
W zwyczajnej tubce, otrzymujemy 75 ml specyfiku. Całość opakowana w kartonik na miarę. Prosty, biało-beżowo-niebieski design skupia na sobie uwagę. Nie jest w żadnym razie wyszukany, jednak ustawione na półce sklepowej produkty, mimowolnie przyciągają oko.
Maska o kremowej konsystencji i białej barwie, zdaje się nieco tępo rozprowadzać na twarzy, jednak bez większych komplikacji. Konsystencja nie pozwala spływać produktowi. Po 10 do 15 minut zmywamy maseczkę, a naszym oczom ukazuje się gładkie lico. Nie ma cudów i fajerwerków. Twarz w miarę oczyszczona, gładka i przyjemna w dotyku. Mimo to, nie czuję wielkiej przyjemności stosowania. Dziwny zapach, również nie pogłębia mojego uczucia wobec białej mazi. Szczerze powiedziawszy, liczyłam na nieco więcej. Przyglądając się kolejnym produktom marki, zauważyłam, że na aromatyczną rozkosz nie ma co liczyć. Tak czy siak, spełnia swoje zadanie i jest przeznaczona dokładnie do potrzeb mojej suchej i wrażliwej cery. Zużyję co mam [albo i nie, bo zauważyłam, że ma znielubione przeze mnie PEG-i w składzie - a niby firma naturalna:(] i do niej nie wrócę. Nie mniej zachęcam do przetestowania, bo a nuż komuś bardziej przypadnie do gustu.

Cena: ok. £7 / ok. 35 zł

Znacie produkty marki DeadSea SPA Magic? Jestem też ciekawa jakie maseczki preferujecie?





Wiem, że się powtarzam, jednak pytanie dotyczące zdjęć (z wcześniejszych postów), jest nadal aktualne. Jeśli z jakiś powodów nie czujecie się na siłach oceniać zdjęć w komentarzach, proszę wypełnijcie ankietę (po prawej na pasku bocznym) anonimowo. Jeszcze przez dwa dni można wyrazić w ankiecie swoją opinię. Pozwoli mi to poznać Wasze zdanie i podjąć decyzję.


Wkrótce ogłoszenie wyników rozdania z Bingo Spa:)

Pozdrawiam i miłego, niedzielnego popołudnia życzę:)

dostępne także na: Przepis na Kobietę

sobota, 5 października 2013

Akcja Maliny. Październik miesiącem maseczek

Witajcie:)

Na wstępie serdecznie witam nowych Obserwatorów. A wszystkim dziękuję za zaufanie i odwiedziny. Czas pomyśleć o rozdaniu, choćby z okazji 500 Obserwatorów;) Myślę, że wkrótce coś się pojawi... bądźcie czujni...
A dziś chciałabym Was zaprosić do drugiej edycji akcji Maliny: Październik miesiącem maseczek, w której sama z radością wezmę udział. W zeszłorocznej akcji nie miałam okazji bawić  się z Maliną.
A to świetny moment na intensywną "terapię" cery. Po cudownym lecie, warto się przygotować na zimę i zrobić wszystko, by nasza twarz była piękna i zadbana. Szczerzę mówiąc, nie mam pojęcia, czy uda mi się spełnić wszystkie warunki zabawy, jednak kto nie ryzykuje ten nie żyje;)
Wszystkich, którzy  tylko mają ochotę, zapraszam do wzięcia udziału w akcji i/lub śledzenia tej na Kosmetycznej Wyspie:)







Zasady i cel akcji:

1. Zamieść raz w tygodniu recenzję co najmniej jednej testowanej maseczki.
2. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
3. Zaproś do akcji 5 osób.
4. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do Akcji MALINY.

Cel akcji:

- zachęcenie do chwili relaksu, aby zrobić coś tylko dla siebie,
- zadbanie o swoją twarz bez względu na wszystkie obowiązki,
- poprawienie swojego wyglądu,
- wyrobienie sobie nawyku nakładania maseczki raz w tygodniu,
- radość i duma ze swojego wyglądu.


Ze swojej strony zaprosiłam: Czarną Ines, Tajnashii, CosmOlę, Hexx, Łucję. Dziewczyny, może skorzystacie. Będzie mi niezwykle miło:)

pozdrawiam

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *